PIOSENKI AKTUALNIE UMIESZCZANE

PIOSENKI ARCHIWALNE

DO WIERSZY WALDEMARA CHYLIŃSKIEGO

DO WIERSZY   DANUTY WAWIŁOW

DO WIERSZY GRAŻYNY ORLIŃSKIEJ

ŚPIEWANE PRZEZ MAGDĘ MARCHOWSKĄ

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Nota autobiograficzna.

Przyszedłem na świat w 1949 roku, w rodzinie obdarzonej talentami muzycznymi (matka - zakochana w śpiewie operowym nauczycielka muzyki i ojciec - grywający w czasie wojny na organach w kościele). Gdy byłem jeszcze dzieckiem, matka postanowiła nauczyć mnie grać na pianinie.

W realizację tego planu włożyła dużo pracy i czasu, lecz jej wysiłki zakończyły się kompletnym fiaskiem. Po jakimś czasie ojciec kupił gitarę (potrafił na niej zagrać co nieco). Gitara spodobała mi się, ale na krótko, bo w moich rękach nie chciała zagrać nic ładnego.
Gdy chodziłem do liceum w Radomsku, miałem drugie spotkanie z gitarą. Nauczyciel muzyki założył szkolny zespół gitarzystów i mandolinistów. O występach na szkolnych akademiach z okazji różnych rewolucji nie będę pisał. W tym zespole nauczyłem się pierwszych chwytów gitarowych a także przebierania palcami prawej ręki po strunach. Od tego czasu mam niechęć do grania na gitarze kostką.
Po dwóch latach wróciłem z rodziną do Gdańska i tam grałem w różnych zespołach, także na zabawach - był to bowiem czas przeddyskotekowy.
Wtedy też zacząłem uczyć się klasycznej gry gitarowej. Po kilka godzin dziennie ćwiczyłem, lecz wirtuozeria, do której dążyłem, im bardziej się starałem, tym bardziej oddalała się ode mnie. Czytanie nut też szło mi koszmarnie. Dopiero po latach w radiu usłyszałem, jak Paul McCartney mówił, że kilka razy próbował nauczyć się nut i nigdy mu się to nie udało. Kamień spadł mi z serca.
W czasach licealnych w ławce przede mną siedziało dziewczę o gołębim sercu i artystycznej duszy. Dziewczę nazywało się Marysia Kondratowicz. To ona głównie spowodowała, że zjawiłem się w "Żaku" na "Bazunie" i przedstawiłem na estradzie swą nieporadną twórczość kompozytorską.
Cała moja późniejsza działalność piosenkarska związana była z tzw. studencką piosenką turystyczną i towarzystwem spotykającym się na Bazunach, Giełdach, Yapach itp.
Dość szybko obarczyłem się rodziną i kwilące w domu dzieciątka ograniczyły moje wyjazdy artystyczne.Na Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie byłem tylko raz (albo dwa?) Z przyjemnością stwierdzam, że moja bytność została tam zauważona. Zauważono mnie też na Bazunie, z czego byłem bardzo rad. Wybrałem się także do Krakowa na Festiwal Piosenki Studenckiej, ale tam wówczas zauważono Jana Wołka.
Życie upływało mi śpiewająco i spotkałem wielu ludzi, których wspominam z sentymentem. Nie sposób wymienić wszystkich, ale o kilku powiem: Waldek Chyliński i Jerzy Wilmański - to do ich tekstów ułożyłem jedne z najładniejszych (w moim mniemaniu) piosenek, Sergio Hanibal Araujo Silva, student z zaprzyjaźnionej wówczas z nami Kuby - grał ze mną na bębnach i to dzięki niemu pokochałem gorące, południowoamerykańskie rytmy. Ostatnio w moim życiu pojawiła się Grażyna Orlińska i jej teksty, które właściwie same się śpiewają. Dzięki niej powstały "Konie moje" pieśń, z której jestem dumny.


Grzegorz Marchowski

 

KONTAKT
GALERIA

ZAPRZYJAŹNIONE STRONY

HISTORIA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

G.Marchowski@wp.pl  

projekt strony gaja-art.com